Pewnie nie wszystkie z Was, moje drogie blogerki mają ten problem. Jako, że jestem studentką, to muszę pracować w grupie, by zrealizować projekt na koniec zajęć. Za każdym razem, przynajmniej było tak do tej pory, wszystko zostaje na ostatnią chwilę, bo kapitan grupy nie pilnował wcześniej terminów.
Oczywiście jak przy poprezednim projekcie, jedna z nas wiecznie jęczy, że robi wszystko sama, wszystko jest na jej głowie, a ma tyle zajęć, że po nocach nie śpi. Nie zainteresowała się tym co u nas. Dlatego tak bardzo lubię pracować sama. Nie żebym była samolubna, ale gdy pracuję sama nie ma tych problemów z ustaleniem spotkania, rozdzieleniem zadań, czy tym kto to wszystko drukuje lub wysyła wykładowcy na maila.
Na szczęście to ostatnie takie projekty. I mam nadzieję, ze w następnym roku będzie ich mniej.
No i oczywiście mi zostaje najgorsza robota, zadana o g. 20.40, więc będę siedziała nad tym pół nocy...
Wysłałam swoje zgłoszenie, aby znaleźć pracę na wakacje. W sumie mogę zacząć w czerwcu, ale wysłałam Cv już peraz, bo przecież ta rekrutacja trwa tygodnie, czasem odzywają się nawet po miesiącu!
Ku mojemu zaskoczeniu, zaproszono mnie na rozmowę!! Strasznie się cieszę, ale niestety termin rozmowy także mi nie pasuje, gdyż mam w tym czasie zajęcia na uczelni. Napisałam do Pani miłego maila, prawdziwego maila. Ale mam wrażenie, że tym samym zaprzepaściłam moją szansę. Przecież nikt nie będzie na mnie czekał do czerwca... Szkoda mi, bardzo, bo naprawdę chcę coś zarobić na siebie i swoje przyjemności, a do czerwca jeszcze 3 tygodnie...
Cóż... mimo to cieszę się, że miałam szansę, bo to podnosi trochę moją wiarę w siebie. Szczerze mówiąc sądziłam, że w ogóle nikt się do mnie nie odezwie i będę jak w tamtym roku bezskutecznie szukać pracy. Co do tej oferty?! Mam mieszane uczucia, bo poniekąd kusi mnie by zacząć teraz, gdyby dano mi taką szansę. Ale z drugiej strony chcę zaliczyć przedmiotu i zdać egzaminy, w końcu to jest aktualnie moim priorytetem.